Historia ta dzieje się wieczorem. Z Miśką (Drugą pisarką na blogu) postanowiłyśmy zaszaleć i wyjść na schody. Na dworze było już ciemno. Moje psy były otwarte. Postanowiłyśmy zrobić zakład, że nie dam rady przebiec dookoła domu. Po pobiegnięciu do mety zaczęłam gnębić Dominikę:
>No chodź się przebiegnąć, będzie fajnie xDDD
>No ale psy..
>Nie bój się
No i się zaczęło. Wyszłyśmy gdzieś do kawałka bocznej ściany (gdzieś do końca poręczy schodów)
Mój pieseł Zenon poczuł nasz zapach i przyleciał do nas.
Miśka gwałtownie się zerwała:
>ON TU IDZIE!! ON TU IDZIE!!
Zręcznie wskoczyła na poręcz, wspięła się dalej i przeskoczyła xDDDDDD
Ja z bananem na mordzie wróciłam na schody. Wspominamy to do dziś, a tekst ''ON TU IDZIE, ON TU IDZIE'' chyba na długo pozostanie w naszych sercach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz